piątek, 20 października 2017

Zapraszam do środka, czyli kilka słów o tym jak tu mieszkam

Przy jednym z ostatnich wpisów jeden z Czytelników był chyba bardzo zainteresowany tym, jak tu mieszkam. Trochę się wzbraniałem. Ale wiecie co? Ostatecznie wyszedłem z założenia, że pokazanie wnętrza jest dla mnie "bezpieczniejsze" niż altanki od zewnątrz. W tym wpisie więc postaram się opisac w miarę szczegółowo warunki domowe. Już zdążyłem się przyzwyczaić. 
Kilka danych technicznych. Altanka jest zbudowana z płyt OSB na szkielecie z kantówek. Płyty grubości 18 mm. Kantówki 7 cm. Między płytami jest wełna mineralna jako ocieplenie. Płyty od wewnątrz pomalowane na brązowo od zewnątrz "jedynie liźnięte" rozcieńczoną znacznie olejną farbą. Być może nie używam fachowych określeń, proszę mi wybaczyć, budowlańcem nie jestem. Dach na podobnej zasadzie - kantówki oraz OSB, kryty papą przytwierdzoną lepikiem na zimno. 
Jest tu piec. Miejsce podłączenia pieca to zaprawa jakaś. Przybliżona odległość przewodu kominowego od elementów drewnianych to 15-30 cm. Spokojnie. Tu już był test ogrzewania i wszystko tutaj działa pod tym względem, nic się nie zapala. Ujście komina w ścianie. Czemu nie w dachu? Bałem się rozszczelnienia i powodzi. W ścianie było to dla mnie łatwiejsze do zrobienia. Wszystko pod tym względem działa.
Wymiary altanki to 3 na 4 metry. Altanki jako całości. Sama przestrzeń mieszkalna to w przybliżeniu 2,5 na 3 metry. No niewiele. Ale mieszkam tu sam i wystarcza. Już się względnie zorganizowałem. Taką powierzchnię łatwo ogrzać - to plus. Już pokazuję rysunek.
Rysunek schematyczny altanki.
O 1-2 to okna
W - wejście do altanki z tarasu.
T - na niebiesko zaznaczyłem to taras.

WC - wiadomo to WC które tutaj teraz jest od razu drewutnią. Malutkie bo to wydzielona przestrzeń z osobnym wejściem z tyłu o wymiarach 1,5 na około 0,8 metra. No po cóż więcej na WC? 
Altanka ma więc rodzaj przedpokoju. Z przedpokoju przez W2 wchodzi się do izby właściwej. W niej mam łóżko oznaczone jako Ł. Jest ono zrobione z płyt OSB. Pełni funkcje od razu schowka. Dość pojemnego. Łóżko "ciągnie się" przez całą ścianę, ma więc wymiary 3 na niecały metr. Wysokość...No do kolana. Siedzi się wygodnie. A schowek dość pojemny. Teraz mam w nim ziemniaki i ubrania. W izbie głównej mam kuchnię. Ładnie się nazywa...kuchnia... tak...To po prostu połączenie stołu oraz półki. Widoczna jest na poniższym zdjęciu.
Moja kuchnia. 
Część wyposażenia w tejże szafce kuchennej.
Łóżko jak to łóżko... Jak już pisałem pełni funckję schowka.
Tutaj sobie śpię. 
Przy łóżku stół. Łóżko jest od razu siedziskiem. Więc stół przy siedzisku. Na tym stole jem, na nim pisze, przy nim pracuję...No stół po prostu do wszystkiego. 
Stół przy łóżku.
Na rysunku literą P oznaczyłem piec. Przy piecu mam też jedną z beczek z wodą. Oto ona. Pozostałych nie pokażę, ponieważ są one w przedpokoju. A w tym przedpokoju to "Sodoma i Gomora". Skrzynki, skrzyneczki, narzędzia, brudne buty, brudne ciuchy, skrzynki z warzywami...No tam to porządku tak szybko nie będzie. Wszystko na wierzchu praktycznie. Sorki - nie będę tego pokazywać. WC z drewutnią tez oczywiście nie pokażę ;-). 
Od lewej fragment łóżka, beczka z wodą, piec oraz kuchnia na skraju zdjęcia z prawej strony.
A to szafa.  W niej beczki z żywnością, różne szpargały i trochę ubrań.
Mam też tutaj coś co pełni funkcję szafy. W niej jak to w szafie, ubrania, bardziej wyjściowe zapakowane w workach by się niepotrzebnie nie kurzyły. To wiszące czarne to maczeta w pokrowcu. Często ją ze sobą zabieram. Jest tu kurz często, niestety. W końcu do izby mieszkalnej wchodzi się prawie z pola. Jest ten przedpokój ale wiadomo, nosi się. Dwa trzy razy dziennie podłogę myję by w samej izbie mieszkalnej tego brudu nie było. Ale cóż. Warunki prawie polowe. Tego nie przeskoczę. Zastanawiam się czy przypadkiem nie kupić tzw sztucznego trawnika na taras. Byłaby to coś w funckji wycieraczki od razu. I prawdpopodobnie tak zrobię, ale nie chcę się z ostatnich pieniędzy spłukiwać. Nie mam tutaj wydzielonej łazienki. Po prostu wyjmuję swoją dużą miskę i w pokoju się myję. Hm...Uroki "kawalerki". Wnętrze jak widać pomalowane farbą "olejną". Wiem, że nie jest to poprawne określenie. Jakoś inaczej się nazywała. Czemu brązowa? Otóż kolor brązowy oraz zielony jest najczęściej najtańszy..W sumie nie wiem czemu akurat te kolory. Więc większość altanek zbudowanych z OSB ma własnie ten kolor. Poza tym brązowy i zielony jakoś tak się komponuje w działkę... 
Hm...Czy coś bym tutaj zmienił? Nie jestem w stanie tego stwierdzić. Brakuje mi czasem miejsca. Fajnie by było gdyby altanka była większa. 
Czasem brakuje mi prądu. Odkąd używam netbooka oraz intensywnie telefonu. No muszę prąd oszczędzać.Bardziej niż w aspekcie mieszkalnym brakuje mi tutaj szklarni albo tunelu foliowego. Może mi się uda uzbierać pieniądze i go wiosną zrobić. Zobaczymy. Pewnie się uda. A jak się nie uda...No trudno. Pomidorów i papryki nie będzie. Na rogach przy łóżku mam tez takie małe ścienne półki narożne. Nic szczególnego, oto jedna z nich.
Jedna z półek, jak widać głównie środki czystości. Taka toaletka. 
Półka po drugiej stronie. Powiedzmy półka RTV. Tam znajduje się radio, telefon w czasie jego nie używania i komputer.
I w sumie to wszystko. W miarę możliwości zaprezentowałem wnętrze. Podłoga kryta wykładziną. Z odzysku kiedyś. 
Mogłoby się wydawać, że powierzchnia 3 na 2,5 metra to klitka. No jak dla jednej osoby w sam raz. Jakby trzeba było kogoś przenocować to jedna osoba jeszcze na spokojnie posłanie sobie tutaj rozłoży. No tak...Tylko że ja tutaj gości nie mam na noc. Czasem ktoś z sąsiadów wpadnie. Od czasu do czasu odwiedzi mnie kolega ze starych studenckich lat. 

6 komentarzy:

  1. Spoko ta Twoja altanka,tylko kolorów brak :) Ale to już moje babskie "przyczepianie się" ;) Pod kozą troszkę sobie zabezpiecz bo sezon zimowy się zaczął i co by żar nie wyleciał i się nie zajęło. Pozdrawiam Oliwia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zainteresowanie i komentarz. Uśmiechnąłem się naprawdę czytając to. No cóż. Ja doskonale wiem, że kobiecej ręki tutaj brakuje. Co do zabezpieczenia kozy to na dniach kupuję albo skądś dorwę kawałek blachy czy czegoś w tym stylu na zabezpieczenie. Jak będę mieć "nadmiar kasy" (nie ironizuję) to kupuje białą albo zieloną farbę i na biało od wewnątrz będzie. Brązowy wewnątrz nie był dobrym pomysłem. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Cieszę się ,że poprawiłam humor. Może znajomi mają pozostałości po remontach i chętnie oddadzą :) Jeśli nie masz "czegoś" metalowego to może zabezpieczyć jak ognisko, cegły (kamienie) i piasek ;) Kiedyś byłam zorganizowana, oszczędna , poukładana..Też się gdzieś tam pogubiłam i wiem jak cholernie ciężko jest wrócić do tego co było. Jeszcze się nie odważyłam utworzyć bloga i wątpię ,aby to miało kiedykolwiek miejsce. Trzymam za Ciebie kciuki. Oliwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zainteresowanie i komentarz. No nie chcę tutaj piasku i kamieni do domu wnosić. I tak się nosi z zewnątrz. Coś metalowego będzie. Albo płaskie płytki chodnikowe. Zobaczę co uda się na legalu skombinować lub kupić. Część Twojej wypowiedzi jest niepokojąca. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Witam, Dla lepszej wydajności/mniejszego zuzycia opału, sugeruje czymś koze obłożyć dookoła żeby była jakaś masa akumulacyjna. Najlepiej cegły, ewenualnie kamienie czy nawet glina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zainteresowanie i komentarz. Na piecu zawsze mam położony duży blok betonowy i on naprawdę jest realnie ciepły 2-3 godziny od wygaśnięcia. Nie widać tego na zdjęciu, gdyż brzydko to na zdjęciu wyglądało. Piec ma poza tym wewnątrz cegły szamotowe. Nie będę go jakoś w trwały sposób obkładać czymś. Już kilka razy sprawdziła mi się koncepcja, że piec mogę sobie w każdej chwili odłączyć i wynieść na zewnątrz chociażby. Kilka dni temu nawet. Rano rozpaliłem i miałem wyjście zaplanowane. Nie miałem zamiaru zostawiać ani kawałka żaru w piecu. Zwyczajnie się bałem. Więc wyniosłem piec przed dom i przelałem wodą. Spokojny już wtedy podłączyłem go z powrotem, będąc pewny, że żaru wewnątrz nie ma. Pozdrawiam.

      Usuń