środa, 22 listopada 2017

Tapetę znalazłem

Kilka dni temu znalazłem tapetę papierową. Na razie nic z nią nie robię i w ogóle nie wiem, czy ją wykorzystam. Wstępnie zobaczyłem ile jej jest i na dobrą sprawę wystarczyłoby do otapetowania domu wewnątrz. No orientacyjnie. Nie rozwijałem  jej i nie sprawdzałem dokładnie ile jej mam. Muszę przyznać, że tapeta w nawet dobrym stanie, nie jakaś brudna czy coś w tym stylu. Pewnie komuś został nadmiar to wyrzucił. W sumie pewnie mi się przyda. Bo ten brązowy kolor wewnątrz to trochę tak ponuro, biały może będzie wyglądać lepiej. Ale i tak na razie nic z tym nie zrobię, ani nie mam czym zbytnio tego przykleić ani w inny sposób przymocować. Gwoździami tego przecież robić nie będę. Nie wiem także czy klej do tapet da radę na przyklejenie tapety do pomalowanej płyty OSB i na warunki dużej i zmiennej wilgotności oraz temperatury. Być może sprawdzi się do tego celu zwykły zszywacz tapicerski. W każdym razie i tak do wypłaty tapeta czeka sobie. A może bym sobie obłożył ściany od wewnątrz styropianem i wtedy na ten styropian tapeta by poszła. No jeszcze tego nie wiem. Na razie tapetę mam. Czeka na odpowiednią koncepcję użycia. Wiela miejsca nie zajmuje, więc nie przeszkadza.
Znaleziona tapeta

Żywność z Caritasu - listopad

Wczoraj dostałem z Caritasu żywność. Tym razem ryż i trochę puszek fasolki...I teraz czy ja mam sobie te puszki jakoś wpisywać...Ja ich kupować nie będę, więc chyba inwentaryzować jakoś nie będę tego szczególnie. Gulasz dopiszę sobie do konserw mięsnych, ryz wiadomo także pójdzie do rubryki. 
To dostałem
Wczoraj ugotowałem sobie od razu na kolację ryż. Miałem wrażenie, jakby w jednym opakowaniu były dwie różne odmiany ryżu. No jakoś to nie przeszkadzało, ale część się rozgotowało, cześć było jeszcze jakby twarde. Tak jakbym pomieszał rożne odmiany ziemniaków o skrajnie rożnych czasach gotowania. No trudno. Zjadłem i tak. Będę wiedział jednak, że ten ryż to raczej do zupy. Przecier pomidorowy to tu się zawsze przyda. Ta puszka gulaszu to spokojnie na dwa obiady - naprawdę duża pucha. Fasolkę sobie ot tak zjem jako przekąskę, gdy będę mieć ochotę. A może wrzucę do jakiejś zupy. 

Konserwy mi się kończą

Konserwy mięsne i rybne mi się tutaj kończą. Mam jeszcze 4 sztuki - dwie mięsne widoczne i dwa paprykarze.
Moje praktycznie ostatnie konserwy
I teraz będę się zastanawiać, czy ja tutaj w ogóle z konserw będę korzystać. Jedzenie ich drogo wychodzi. Te mięsne to cena 5-6 zł. Oczywiście mam przeważnie jedną na dwa dni jakby. Wieczorem otwieram, połowę zjadam a połowę zostawiam sobie na rano. Często zjadam tą jedną od razu. Cena pojedynczej konserwy spora jak dla mnie. No wiadomo, konserwa jest 300 gramowa i za kilogram to już tak drogo nie wychodzi. Postanowiłem jednak, do odwołania, żadnych mięsnych konserw nie kupować. Skwarki ze smalcem sobie sam zrobię.

wtorek, 21 listopada 2017

Wypadałoby cos wyjasnić

Przyznam szczerze, że jakiś czas się zastanawiałem czy taki wpis wpuścić. Postanowiłem jednak to napisać. Szanowni Czytelnicy. Być może niektórzy z Państwa są zawiedzeni trochę treścią wpisów. Być może niektórzy spodziewali się tutaj jakiegoś survivalu, jakiś cennych odkrywczych wskazówek. I być może niektóre wpisy mają wartość merytoryczną. Ja tu jednak specem od survivalu nie jestem a z samym pojęciem zetknąłem się całkiem niedawno. Przyznam szczerze, że nawet adres bloga "dzialkowy-survival" był nadany pochopnie. No ale już taki adres ustawiłem, wiem, że mam Czytelników i nie będę mieszać. Bardziej adekwatny jest dodatek do tytułu "Jak żyć na podmiejskiej działce ogrodniczej na uboczu cywilizacji". W sumie ten dodatek do tytułu / czy tam sam tytuł w pełni oddaje treść bloga. 
Tutaj nie ma żadnego survivalu. Tu jest proza życia codziennego. Nie pisze bloga poradnikowego. Aczkolwiek, być może dla niektórych Czytelników moje wpisy mają tego typu wartość. To dobrze. 
Nie opisuje wszystkich znanych mi dziko rosnących roślin jadalnych. Od tego są inne strony a osoby zainteresowane poznaniem szczegółowym dzikich roślin jadalnych odsyłam do dobrej literatury, która będę sam osobiście posiłkować się od wiosny. Nie znam osobiście wszystkich roślin jadalnych prezentowanych chociażby w publikacji Pana Łuczaja. Opisuję to co zjadam z dzikich i zdziczałych roślin. No mógłbym opisać pałkę wodną... Ale jeszcze się po nią nie wybrałem, więc o tym nie pisze. 
Tutaj, tak jak zapewne u większości Czytelników, jest proza życia codziennego. Już nawet jest tu jakiś tygodniowy rozkład dni. We wtorki i środy od godziny 13 do 16/17 jestem w Caritasie. W soboty i często niedziele od godziny 21 pracuję w markecie. W niedzielę ide na wieczorną Mszę, z której idę do pracy w markecie (jeśli danego dnia idę do pracy). Poza tym codziennie wychodzę się przejść. Ostatnio moja dieta na tych przechadzkach to głównie jarząb szwedzki. Wieczory już opisałem. No proza życia codziennego. Żaden survival. Dosłownie rutyna, w która tutaj wpadłem. 
Są tu czasem pewne problemy i niedogodności, z którymi muszę się zmierzyć. To także opisuję. Robię co jakiś czas zakupy. To także opisuję. A czasem nic się nie dzieje i wtedy nie mam co opisywać. No to wtedy nie piszę. 
Zapewne dziać się sporo będzie od wiosny. Wtedy zaczną się zbiory dzikich roślin. Od marca do maja będzie sezon na jadalne liście a jeszcze za wcześnie na plony z działki. Wtedy wpisów o dzikich roślinach na pewno przybędzie. 
Wszystkim Czytelnikom dziękuję za lekturę i zainteresowanie moimi działaniami. Przyznam państwu szczerze, że już się przyzwyczaiłem i dostosowałem do życia tutaj i na prawdę - na razie nie planuję zmiany trybu życia. Dobrze mi tutaj. Jestem na zawodowej emeryturze a może długim urlopie. Teraz tego nie wiem. O emeryturę na razie się nie martwię. Pewnie będzie malutka. A może do czasu mojego wieku emerytalnego ZUS tysiąc razy zlikwidują. 

A zaszalałem i mięso kupiłem

Dzisiaj we wtorek kupiłem w Biedronce dwa opakowania mięsa. Akurat była cena promocyjna - 7,99 zł/kg, więc widoczna tutaj cena na opakowaniu to nie ta jaką zapłaciłem. Te dwa kawałki łopatki kosztowały mnie niecałe 12 zł. Zamroziłem ją sobie. Znaczy...One były normalnie w lodówkach. Do Biedronki przyszedłem przed pracą. Wybrałem sobie te dwa kawałki i włożyłem do zamrażalnika (do lodów schowałem pod spód). Po "zajęciach" w Caritasie wróciłem się po to mięso - było tam gdzie sobie odłożyłem. Kupiłem. Jest teraz na zewnątrz w reklamówce wisi, zabezpieczone. Jutro z jednego opakowania zrobię sobie coś do jedzenia, do słoików. Może bigos zrobię, mam jeszcze trochę pieniędzy. 
Moje zakupy mięsa

Znowu telewizor mi się marzy

Od dość dawna marzy mi się telewizor tutaj. No mam zapas filmów. Ale chce się zwyczajnie wiadomości obejrzeć, aktualne filmy...No zwyczajnie. Zbliżają się zimowe dni i podejrzewam, że coraz więcej czasu będę spędzać w domu. Zwyczajnie chciałbym mieć możliwość obejrzenia sobie telewizji. Być może część Czytelników uzna tą potrzebę tutaj za formę fanaberii. Teoretycznie być może sa i tu pilniejsze potrzeby. Jednak czy taka odrobina luksusu tutaj to fanaberia. Na dniach będę się po lombardach i allegro rozglądać za jakimś rozwiązaniem telewizorowym. No już na pewno nie tablet. Miałem, nie sprawdził się. Będę chciał albo normalny telewizor turystyczny, albo coś co przekazuje sygnał z anteny i przerabia na wifi. 
Zrzut ekranu z obserwowanej oferty allegro
Dobra, nie używam fachowych określeń. On by nadawał sygnał do tableta. Oczywiście nie wydam ostatnich pieniędzy na odbiornik telewizyjny. Oglądałem wczoraj dokładnie stan komina. Widzę, że pilna to jest wymiana tylko kolanka. Reszta trzyma się dobrze, tylko kolanko się rozsypało w sumie, na łączeniach. Przewody kominowe jeszcze pociągną. Dobrze wiedzieć. Po wypłacie kupię tylko kolanko. Zostawię sobie rezerwę gotówki a gdy już na komin jako całość przyjdzie czas wymiany, kupię już rury odpowiednio dostosowane. 

Relacja z poniedziałkowej wędrówki oraz z wtorkowych zajęć w Caritasie

Już wspominałem o poniedziałkowym wyjściu do lasu. Co prawda narzędzie do zbiorów noszę zawsze przy sobie, ale tego dnia nie byłem zbytnio przygotowany do zbiorów - nie miałem reklamówek ani żadnych woreczków. Podczas powrotu z lasu napotkałem kilka roślin na wtorkowe zajęcia w Caritasie. Niestety w poniedziałek ich nie zebrałem, nie miałem woreczków ani reklamówek przy sobie, a nie chciałem wnętrza plecaka brudzić. 
Jarząb szwedzki

No i zima przyszła

Zapewne nic odkrywczego nie napiszę, ale na tym blogu opisuję swoje codzienne życie, którego nieodłącznym elementem jest pogoda. Zima już chyba na dobre przyszła. Co prawda jeszcze się nie rozkręciła, ale zawitała. Dzisiaj rano (wtorek) już lekki mróz był. 
Trawnik już oszroniony

poniedziałek, 20 listopada 2017

Pozdrowienia z lasu ;-)

Dzisiaj pogoda nawet bezdeszczowa. Ostatnie dni to padało a dziś nawet spokój. Poszedłem więc do lasu. Nic nie zbieram, chyba, że coś znajdę. Ale po prostu wyszedłem się przejść te kilkanaście kilometrów. Po co tak łaże? To w pewnym stopniu oszczędność ;-) . Gdybym siedział w domu to by opał schodził. A tak będąc poza domem nie ogrzewa się. No i nie siedzę bezczynnie. W każdym razie...Pozdrowienia z podmiejskiego lasu ;-) . Wyłączam neta i delektuję się lasem ;-) 

No to idziem
Las śpi ale i tak ładnie....

Komin mi się rozsypuje

Od kilku dni mój komin coraz bardziej się rozsypuje. Podklejam go taśma aluminiową, ale coraz gorzej to funkcjonuje niestety. najbliższa wypłata i kupuję rury by ten komin od nowa zrobić. Będę potrzebować dwie rury metrowe i jedno kolanko nastawne. To tutaj nie są rury dostosowane do komina, tylko zwykłe blaszane ocynk. I tak długo tutaj wytrzymały. Ostatnio je wymieniałem ponad rok temu. Nie kupowałem od razu takich przystosowanych do tego celu. Były droższe. A jeszcze wtedy brałem pod uwagę aspekt, że te lepsze to mogą ukraść, a tych cienkich nikt nie weźmie. A nawet jeśli to mniejsza strata. Może jednak skoro tutaj mieszkam, kupię już takie jak trzeba. Zobaczę...
Podklejany komin, już ledwo nie to trzym

niedziela, 19 listopada 2017

Nowe oświetlenie nocne z zużytej latarki jednorazowej i kabla USB

Jedna z latarek prezentowanych w jednym z  wpisów już słabo świeciła. Cóż. baterie się rozładowały. Postanowiłem je rozebrać. Skoro i tak już nadawały się do wyrzucenia, pomyślałem, że może uda się coś z tym lub  z tego zrobić. Co mi szkodziło się pobawić. 
Jednorazówka po rozebraniu

Rozpalarka do ogniska to mnie już rozbawiła

W sobotę podczas zwiedzania galerii handlowej w Julii natrafiłem na niezbędny sprzęt. No muszę coś takiego sobie kupić. Bez tego sprzętu tutaj sobie nie poradzę. To naprawdę niezbędna rzecz... Żartuję oczywiście. Ale jak można skomentować sprzedawanie czegoś takiego? Hm...Ktoś to w ogóle kupuje?
Rozpalarka do ogniska
Nawet nie droga

Moje latarki

Podczas lektury wpisu o moim EDC część Czytelników być może odniosło mylne wrażenie, że prezentowane jednorazowe latarki to jedyne latarki jakie posiadam. Otóż spokojnie. Tak nie jest. Co prawda posiadane tutaj latarki nie są jakimiś cudami techniki ale mam, jakie mam. Przepraszam, za być może małe zamieszanie. Mogłem zaprezentować od razu swój sprzęt awaryjnego oświetlenia. 
Moje latarki

Zastanawiam się nad śpiworami

Wczoraj oglądałem nie tylko latarki, ale także wiele innych rzeczy. Między innymi śpiwory. A tak sobie ostatnio poczytałem o śpiworach. Skoro już byłem w galerii w Decathlonie i Julli postanowiłem też sobie sprawdzić jak to jest ze śpiworami. No już wiedziałem, że tanio może nie być, także już jakiegoś szoku nie przeżyłem. 
Alejka ze śpiworami

Szok cenowy w sklepach z akcesoriami turystycznymi - latarki

Wczoraj (sobota) przed pracą w markecie postanowiłem przejść się do galerii handlowej i połazić trochę po sklepach. W sumie zainspirowała mnie do tego wypowiedź Marka w jednym z komentarzy przy wpisie o EDC
Zrzut ekranu fragmentu komentarzy
Wyszedłem więc z domu około godziny 15-16, zaraz po obiedzie i postanowiłem sobie połazić w galerii. Planowałem pójść przede wszystkim do Decathlonu oraz do Juli w galerii. Wiadomo. Wczoraj i tak jedyne co mogłem kupić to bułki i coś do picia. Jednak za tydzień lub dwa mam wypłatę za pracę w markecie. W ostatnią sobotę / niedzielę miesiąca jest podliczanie przepracowanych godzin i wypłata. Między 300 a 400 zł będę mieć. Minus zaliczka, która wziąłem jakiś czas temu. Będę więc jakąś gotówka dysponować.

sobota, 18 listopada 2017

O jednorazowych latarkach

Posiadam tutaj kilka latarek jednorazowego użytku. I one są faktycznie jednorazowego użytku. Gdybym chciał do nich kupić baterię okazałoby się, że wielokrotnie przekroczyłyby wartość latarki. Prezentowane tutaj latarki kosztują 1 zł. Witamy w świecie super ekologii. Z jednej strony nakazuje się nam, byśmy byli ekologiczni. Forsuje się coraz to kolejne ograniczenia związane z chociażby reklamówkami jednorazowymi. I nie neguję tego. Dobrze by było, byśmy w końcu jako ludzkość rozsądnie korzystali z zasobów naszej planety. W Biblii jest napisane "Czyńcie sobie ziemię poddaną". To oznacza nie tylko władzę nad światem ale i odpowiedzialność za niego. A tutaj...Kolejny przykład absurdu. Jednorazowa latarka. Sprzęt, który mógłby służyć o wiele dłużej, niż chciałby producent. Latareczka jednorazowa to tylko przykład. Cóż. Kupiłem z uwagi na cenę. Oczywiście, gdy już się bateria w nich wyczerpie nie mam zamiaru wyrzucać do śmietnika. Przy okazji po prostu wyrzucę ją do kosza na baterie lub zużytą elektronikę. 
Latarki jednorazowe

O znaczeniu światła z ognia u mnie

Wiele Czytelników doradza mi co jakiś czas różne rozwiązania na oświetlenie nocne. Z góry chciałbym zastrzec. Ja tych porad nie neguję, nie potępiam i za szczerą chęć doradztwa bardzo dziękuję. I nie piszę tego ironicznie, co chciałbym zastrzec, gdyby ktoś z Czytelników miał wątpliwości. Ja tutaj z prawdziwego ognia nie zrezygnuję. Będę co najwyżej poszukiwać tanich metod jego uzyskania. Płomień jednak musi tutaj być. Mały może być, nie musi być duży, ale musi mi tutaj towarzyszyć. 
Nawet w dzień pali się tutaj albo lampa naftowa albo świeczka...

Mój ekwipunek dźwigany codziennie

Na wielu stronach, blogach pojawia się ciekawe określenie - EDC. I po co komplikowaći nadawać takie nazwy...No mniejsza  z tym. Ja też mam swój EDC - ekwipunek dźwigany codziennie. Zawsze wychodzę z plecakiem i zawsze to zabieram. 
Moje EDC

Rdestowiec - ostrzeżenie

Chciałbym Państwu przedstawić ciekawą roślinę. Rdestowiec ostrokończysty, zwany czasem rdestowcem japońskim. Otóż ostrzegam przed nią. Nie sadźcie jej. Jest bardzo inwazyjna i trudno ją wytępić, jak już się przyjmie. Z tego co jest napisane na wikipedii to chyba nawet teraz nie wolno jej wprowadzać do środowiska i uprawiać. I jest to w pełni uzasadnione. Pokażę Państwu jedno zdjęcie. Zostało ono przy okazji wykonane kilka dni temu na jednym z miejskich podwórek. 
Rdestowiec przebijający się przez beton przy murze jednej z kamiennic w mieście

Zapalniczki i krzesiwo kontra zapałki

W jednym z wpisów wspominałem o wilgoci tutaj. Nie przeszkadza mi ona jakoś szczególnie, ale zapałki tutaj zawilgotniały i się do użytku nie nadają. "zainwestowałem" więc w zapalniczki i krzesiwo jakiś czas temu. Zapalniczki używa się łatwo. Krzesiwa musiałem się nauczyć, ale już umiem.
Zapalniczki i krzesiwo

Zbiory wrotyczu

Wczoraj zebrałem trochę wrotyczu. Co prawda nie stosuję go jako roślina lecznicza, ze zwykłej ostrożności. Wrotycz zawiera tujon i zwyczajnie wolę nie ryzykować z jego użyciem jako zioła leczniczego. Przydaję mi się jednak do innych celów. Traktuję go podobnie, jakbym traktował bagno zwyczajne. Jest on dla mnie środkiem na ewentualne mole i wszelkie szkodniki, które mogłyby zagrozić moim ubraniom lub artykułom mącznym. 
Kwitnący jeszcze wrotycz

Czym transportuję wszystko

Przy jednym z wpisów na temat zakupów jeden z Czytelników podpisujący się jako CraftRiders spytał mnie o środek transportu. Wstępnej odpowiedzi udzieliłem w odpowiedzi na komentarz. 
Zrzut ekranu komentarza

piątek, 17 listopada 2017

Co porabiam wieczorami

Ktoś mógłby pomyśleć, że albo się tu nudzę i nie wiem co z czasem zrobić, albo walczę o przeżycie. Otóż nic  z tych rzeczy. Nie walczę tutaj o przeżycie. Jest ciepło, jest jedzenie...Nie nudzę się tez tutaj. Oczywiście bywają wieczory, gdy dosłownie nic mi się nie chce i wtedy faktycznie leżę sobie bezmyślnie przed filmem i nawet gdyby mnie spytać o czym film, to nie będę w stanie odpowiedzieć. Co robię wieczorem, gdy już zjem, jest mi ciepło i mam wszystko "pozałatwiane". Otóż różnie.
Najczęściej wieczorami spędzam czas przy tym. 

Moja literatura

Większość osób w domach ma zapewne biblioteczkę. Ja także postarałem się tutaj o coś takiego. Kupowałem w różnych antykwariatach i innych stoiskach z książkami używanymi. Na razie dorobiłem się w miarę sensownie prezentującej się biblioteczki. Dobra...Wiem, że w internetach jest to wszystko a te pozycję są dostępne w wersji elektronicznej. Ale książka papierowa to książka i już. 
Moja biblioteczka obecnie

Lampka oliwna na noc

Ostatnio zacząłem poszukiwania alternatywy lampy naftowej na noc. Nafta tania nie jest, kilkanaście złotych za litr. Nie mam zaufania do elektryczności na tyle, by zostawiać sobie podłączoną instalację elektryczną na noc. No mam pewien uraz po prostu. Na początku samym w ogóle nie chciałem tutaj prądu. Chciałem oświetlenie na samych lampach naftowych i świecach a jedyny prąd jaki chciałem to do ładowania telefonu komórkowego. Nawet myślałem o jakiejś zwykłej ładowarce słonecznej turystycznej z power bankiem czy czymś takim. No jednak koncepcję zmieniłem i elektrykę w podstawowym stopniu tutaj mam. Na noc jednak normalnie odłączam klemy instalacji elektrycznej od akumulatora (a dokładniej kable między akumulatorem a regulatorem). Po komentarzu Bronisława  przy jednym z wpisów zacząłem poszukiwania może mniej toksycznego paliwa ale jednocześnie taniego. Mam nadzieję, że Bronisław nie będzie mieć mi za złe wykorzystanie swojej wypowiedzi, ale nie było to w prywatnej rozmowie, tylko tutaj na blogu, więc sobie pozwoliłem nawiązać do komentarza.
Komentarz Czytelnika Bronisława

Szafka kuchenna sprawdza się idealnie

Jakiś czas temu pisałem o znalezieniu szafki kuchennej. Musze przyznać, że przytarganie jej tutaj to była bardzo dobra decyzja. Wcześniej miałem wiele rzeczy kuchennych na wierzchu. No może jakoś szczególnie by to nie przeszkadzało, ale wszystko się kurzyło.
Wszystkie te kuchenne akcesoria były wcześniej na wierzchu.

Altankowa pościel

Kołdra tutaj by prawdopodobnie się nie sprawdziła. Znaczy tak podejrzewam. Powodem jest ogólna wilgoć, gdy się nie pali. Jako kołdrę używam zwykłego śpiwora i koców. Żaden specjalistyczny zimowy śpiwór. Zwykły śpiwór turystyczny, kupiłem kiedyś w lumpeksie za kilka złotych.
Moja pościel

Poza sezonem jest niedogodność ze śmieciami

Poza sezonem (sezon na działkach przyjmuje się od powiedzmy maja / czerwca do września / października), gdy się tu mieszka jest problem ze śmieciami. Znaczy no nie może jakiś problem, ale pewna niedogodność. W sezonie jest wystawiony kontener na śmieci w każdym sektorze. Poza sezonem go nie ma, no bo wiadomo, po  co. Nie wszystko tutaj da się wykorzystywać ponownie, jak to opisywałem w poprzednim wpisie. Nie wszystko także da się spalić. No mogę oczywiście wyjść z założenia, że spalić da się wszystko. Mógłbym tutaj stosować zasadę podziału typu: organiczne kompostować, metalowe do skupu, reszta się pali. Tak w większości w sumie jest. Ale naprawdę nie mam zamiaru spalać tutaj plastików i innych trucizn. No trzeba wyrzucić po prostu. Staram się tutaj tak gospodarować, by odpadów wytwarzać jak najmniej, ale nie zawsze się da. Trzeba zwyczajnie odnaleźć jakiś śmietnik na zewnątrz. No trudno. Wyrzucam więc do śmietnika przy przystanku autobusowym. Kawałek trzeba się przejść. I robię to z reguły pod osłoną nocy, a żeby się nikt nie przychrzanił. 
Gdyby nie ten śmietnik przy przystanku autobusowym, miałbym ze śmieciami na prawdę problem. 
Dobra ;-) . Może dla kogoś to dziwne, że pisze o takich pierdołach. Ale staram się opisywać życie tutaj w miarę w najdrobniejszych szczegółach. Może ktoś kiedyś postanowi (lub nie będzie miał wyjścia - czego nikomu nie życzę) przeprowadzić się na RODos. Będzie wtedy wiedział z jakimi możliwymi problemami i niedogodnościami trzeba się zmierzyć. 

Wyręczam służby porządkowe ;-)

Gdy tylko mam okazję zabieram z okolic zgrabione liście opadłe z drzew. Co prawda wszystko mam już przekopane, kompostownika jeszcze nie zbiłem do końca. Na razie składuję sobie liście na jednej kupie przy domu. Na wiosnę na takiej pryzmie będę hodować chociażby cukinie lub dynię. Albo ponownie przekopię na wiosnę, na przykład pod ziemniaki. Na razie składuję to na jednej kupce.
Trawnik z zagrabionymi liśćmi

W gospodarce niedoboru nic się nie marnuje

Przy wpisie związanym z ostatnią inwentaryzacją jeden z Czytelników zwrócił w humorystyczny sposób uwagę na maszynki jednorazowe wielokrotnego użytku. Humorystycznie ale tutaj prawdziwe i sprawa dotyczy nie tylko maszynek jednorazowych. Mam nadzieję, że Pan podpisujący się jako CraftRiders nie będzie miał mi za złe wykorzystania swojej wypowiedz. Przyznam jedna, że czasem komentarze Czytelników są "inspiracja" de niektórych wpisów. 
Zrzut ekranu z komentarzem
Otóż...Tutaj nie ma czegoś takiego, jak produkt jednorazowego użytku. No może nie dotyczy to papieru toaletowego ;-) . 

Zupa partyzancka

Gdy tylko w moim domu miałem ziemniaki, po zbiorach na polu, kilka dni pod rząd gotowałem tą zupę. To była jedna z pierwszych zup na bazie ziemniaków i do dzisiaj często ją gotuję poddając oryginalny przepis różnym modyfikacjom, zależnie od posiadanych składników. Koncepcję tej zupy "ukradłem" Arkadiuszowi. Podaję tutaj jej najbardziej podstawową wersję, niestety lubczyka się jeszcze tu na działce nie dorobiłem, co w przyszłym roku już nie będzie problemem, ponieważ tą przyprawę zamierzam tutaj wprowadzić.
Składniki zupy bez przypraw
Składniki zupy widoczne na zdjęciu: ziemniaki, cebula, skwarki.
Jak robię?

Żurek ogórkowy lekko zmieniony przepis

Często gotuję tutaj zupy. Lubię zupy. Zupę uznaję za dość pełnowartościowy posiłek, oczywiście w dużej mierze zależy to od użytych składników. Dzięki zupom wykorzystuję w swojej kuchni wszelkie możliwe produkty, których normalnie by się zbytnio nie użyło. Tak jest w tym przypadku. Normalnie kwas z kiszonych ogórków bym po prostu wypił. Co wiadomo byłoby jak najbardziej zdrowe. Ja jednak kwas z ogórków wykorzystuję własnie do tej zupy. Dla jednych to po prostu ogórkowa, dla innych zupa na kwasie, inni znają ją jako potrawę regionalną - tzw żur kielecki lub żur z ziemi kieleckiej. Mój przepis jest modyfikacja oryginału, wynikającą przede wszystkim  zużycia skwarków a nie kości wieprzowej. Prosta w wykonaniu zupa. Składniki widoczne na zdjęciu.
Składniki zupki 

czwartek, 16 listopada 2017

Gulasz ziemniaczany

Kolejna prosta potrawa z ziemniakami w roli głównej. Prosta w wykonaniu. Najważniejsze w niej jest kwestia odpowiednich przypraw. Jako przyprawy można użyć dowolnej przyprawy typu do kurczaka, do mięsa... Kwestia przypraw to jednak pełna dowolność. Byle smakowało. 
Składniki potrawy

Prażucha ziemniaczana / parka ziemniaczana

Prosta potrawa. Stanowi u mnie często samodzielne danie. Łatwo się robi, w smaku przypomina kluski. Z resztą co się dziwić? Składniki jak na kluski. Jak ja robię prażuchę ziemniaczaną? Troszkę modyfikuję oryginalny przepis. Główna modyfikacja polega na dodaniu skwarków ze smalcem do gotujących się ziemniaków. 
Składniki
Ziemniaki
Mąka
Sól do smaku
Smalec ze skwarkami - moja modyfikacja
Składniki potrawy opisane wyżej. W butelce jest mąką, w słoiki skwarki zatopione w smalcu.

O gotowaniu tutaj

Normalnie tutaj gotuję. Wiele przepisów to przepisy w pewnym stopniu z dawnych lat. Oszczędne, przy zastosowaniu skąpej ilości składników. Daleko im do dzisiejszych standardów i programów kulinarnych, w których składniki to np. polędwiczki cielęce, kawiory i wyszukane warzywa, których nazwy są ciężkie do wymówienia. Ja tutaj gotuję z prostych składników, dość ubogo, ale wbrew pozorom dbam o urozmaicenie potraw. Nie jadam codziennie mięsa. Raz cena. Dwa brak możliwości przechowywania surowego mięsa. Na poprzednim blogu opublikowałem kilka przepisów. Postanowiłem i tutaj to kontynuować. Naprawdę z niewielkiej ilości składników można ugotować porządne posiłki. Z czego gotuję? Lista składników długa nie jest. Są to: ziemniaki, cebula, czosnek, kasze i ryż, mąka, groch, jarmuż, dzikie rośliny, olej jadalny, smalec, skwarki, czasem mięso, czasem śmietana, ogórki kiszone i zalewa z nich, kapusta kiszona (czasem kupuję)... Chyba o niczym nie zapomniałem. Wszystko wyjdzie w trakcie publikowania przepisów. Tak wygląda moja dieta codzienna. Tak gotuję. W prostych i dość prymitywnych warunkach, które Czytelnicy mieli już okazję poznać w tym wpisie.
Oto moja kuchnia

Wrażenia z zajęć w Caritasie

Wczoraj podczas zajęć świetlicowych w Caritasie prezentowałem wybrane gatunki i zastosowanie dzikich roślin. Podopieczni bardzo zaciekawieni, współwolontariusze także. Także te zajęcia naprawdę się przyjęły. Akurat ksiądz wczoraj odwiedził nas. Powiedział, że wprowadzam nową jakość. Myślałem, że jakoś ironizuje ale nie. Mówił to w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. Stwierdził, że ma nadzieję, że ja tutaj "zostanę na dłużej". Miłe to było. I faktycznie. W takim wypadku ja tu prawdopodobnie zostaję na dłużej, nie tylko przez zimę. Uważam, że nawet w najbardziej pracochłonnym okresie pracy na działce zorganizuję sobie czas by pogodzić ewentualne prace zarobkowe (market lub coś innego), Caritas i prace ogrodnicze. W końce działkowicze w wielu sytuacjach także pracują i godzą działkę z życiem domowo-zawodowym. Nie są tu na działkach sami emeryci. Aczkolwiek stanowią oni większość. Ale mniejsza z tym. Pogodzę działkę oraz inne sprawy. Jeśli tu w Caritasie "jestem potrzebny" to dobrze. Wczoraj piliśmy herbatkę z pokrzyw. Prawie wszyscy pili. Jedliśmy owoce jarząbu szwedzkiego, dziką różę, kompot z róży... Wspomniałem skąd należy zbierać, by nie zbierać w mieście. Pytali niektórzy gdzie to rośnie. Miałem akurat przy sobie komputer, więc na mapie pokazałem im co gdzie rośnie. mina niektórych bezcenna. Wielkie zdziwienie, ze jestem zorientowany co gdzie rośnie ;-) . Ogólnie zadowolony bardzo z zajęć jestem. Podopieczni też. 

Zakupy uzupełniające zapasy w połowie listopada

Wczoraj po zajęciach w Caritasie zrobiłem podstawowe zakupy uzupełniające zapasu spożywcze. Brakowało mi kilku rzeczy. Mam jedynie nadzieję, że ja takich braków w przyszłym roku mieć nie będę i takie warzywa, jak chociażby marchew, cebula, podstawowa włoszczyzna i wiele innych już będę mieć własne. Jak na razie wiele warzyw muszę kupować. Po zakupach butów i wymianie butli gazowych na pełne zostało mi około 60 zł. Co kupiłem. Podane "ceny" podaje w przybliżeniu, w grosze się w rozpiskach nie bawię, a paragonów nie kolekcjonuję.
Mąka 5 kg - 7 zł
Cebula 5 kg - 9 zł
Papier toaletowy - opakowanie zbiorcze 8 szt - 3 zł
Chleb, śmietana, kapusta kiszona, przyprawy, troszkę mięsa - około 25 zł
Woda 2 butle 5 litrowe - 3 zł
Zostało mi 15 zł z kawałkiem. Przymierzałem się do zakupu oleju do lamp naftowych, by jednak nie używać oleju napędowego w lampie wewnątrz. Ale nie chciałem się całkowicie spłukiwać. Zakup ten musi poczekać do wypłaty z marketu. 15 zł, które mi zostało to zwyczajnie na chleb przez najbliższe dwa tygodnie.

Inwentaryzacja w połowie listopada po nowemu

Co prawda inwentaryzację w połowie listopada już zrobiłem i opublikowałem. Wprowadziłem jednak nowe zasady, o których pisałem. Inwentaryzować według tabeli, której wstępny zarys już pokazałem. Wczoraj wydrukowałem sobie kilka kartek tej tabeli, wpiąłem je do zeszytu i wczoraj ponownie zrobiłem inwentaryzację, już według nowych zasad. Stan inwentaryzacji nie uwzględnia wczorajszych zakupów, robiłem ją wczoraj przed wyjściem na miasto.
Będę też przy tych inwentaryzacjach wstawiać swoją uzupełnioną tabelę inwentaryzacji. Ołówkiem wpisuję od razu zakupy. 
Tabela inwentaryzacji.

środa, 15 listopada 2017

Tabela inwentaryzacji

W poprzednim wpisie pisałem o nowych zasadach związanych z inwentaryzacjami. Trochę sobie posiedziałem i taką tabelkę opracowałem, Dzisiaj w mieście ją sobie w kilku egzemplarzach. Tabelkę będę uzupełniać ręcznie i będzie ona wklejana do zeszytu jakoś... W Caritasie się z tym pobawię, nie będę osobnego kleju do tej jednej czynności kupować.
Zrzut ekranu z dokumentu przedstawiającego tabelę inwentaryzacji

O inwentaryzacjach

Tak sobie ostatnio myślałem o sensie tych inwentaryzacji. Zastanawiałem się czy mają one sens. Ale jednak jakiś tam mają. Stanowią dla mnie (i może dla Czytelników planujących zapasy) cenne źródło informacji o zużyciu poszczególnych artykułów niezbędnych do życia. Postanowiłem jednak trochę zmienić sposób ich podawania. Nowy sposób będzie dla mnie bardziej przejrzysty. Nowe zasady.

wtorek, 14 listopada 2017

Dogadana kwestia prezentacji dzikich roślin w Caritasie

Dzisiaj rozmawiałem z "głównodowodzącymi" w caritasie w sprawie prezentacji podopiecznym wybranych gatunków dzikich roślin jadalnych i innych ciekawostek ze świata roślin. No... Przyznam...Bardzo pozytywny odbiór. Kilka osób stwierdziło, że sami się chętnie czegoś naucza Pytali tylko, czy to bezpieczne rośliny. Wyjaśniłem, że nie będę prezentować wszystkiego jak leci, ale tak będę dobierać gatunki, by były naprawdę łatwe do odróżnienia i była niska możliwość pomylenia ich z roślinami trującymi. W sumie trujące też będę mógł prezentować jako ostrzeżenie. Myślę, że to będą ciekawe zajęcia. Mam ususzone spore ilości pokrzywy. Jutro zrobię im wszystkim herbatkę z pokrzyw. Oprócz tego po drodze zbiorę owoce jarząbu szwedzkiego i może róże jakieś do jedzenia znajdę. Zobaczę, co będzie po drodze rosło. Tutaj w domu mam do zaoferowania tylko pokrzywę, liście malin, ziele skrzypu, mięty. A wezmę po trochu wszystkiego.  

Inwentaryzacja w połowie listopada

Ostatnia inwentaryzacja miała miejsce na początku listopada. Od tamtego czasu minęło 13-14 dni. Czas na kolejną, tradycyjnie co średnio 2 tygodnie.

Artykuły suche
1. groch 25 opakowań - zużyłem 7 opakowań
2. ryż 22 kg - zużyłem 2 kg
3. mąka 5,5 kg - zużyłem 1,5 kg (kluski jem dalej ale już mniej troszkę)
4. jajka 51 szt - zużyłem 13 szt (średnio 1 dziennie)
5. kasza pęczak 31 kg - zużyłem pół kg
6. makaron 8 opakowań - zużyłem 1 opakowanie
7. kasza gryczana 10 kg - zużyłem pół kg

Kupiłem buty oraz wymieniłem butle

Dzisiaj kupiłem buty. Wybrałem podobne do tych, które dotychczas miałem. Są ciepłe oraz mają wysokość w sam raz na mnie. Być może, gdy będą jakieś szczególne mrozy kupię sobie wyższe. Do końca listopada na pewno te muszą wystarczyć. Kupiłem je w sklepie ogólnobudowlanym. Jak widać buty robocze. Od razu kupiłem sobie do nich sznurówki, by nie rzucały się aż tak w oczy jako robocze. Zadowolony jestem. Tego typu obuwie jest w sam raz dla mnie. Skórzane, co widac na jednym ze zdjęć. Kosztowały mnie 58 zł, oprócz tego kupiłem sznurówki, liczmy więc 60 zł za buty. Jak na obuwie tej jakości i wytrzymałości to w ojej ocenie naprawdę niska cena. Wysokich naprawdę nie lubię. źle mi się w nich chodzi.
Moje nowe buty. Tak...Wiem, że nie wyglądają jak nowe, ale niestety tak wygląda obuwie po przejściu przez te moczary na drodze działkowej...

Złom sprzedany i krótko o finansach

W jednym z ostatnich wpisów wspominałem o zamiarze sprzedania zbieranego złomu. W tym wpisie krótko o tym. Naprawdę nie sądziłem, że tyle za niego dostanę. Fakt...Naniosłem się go trochę. Miałem też dzisiaj do niesienia oprócz złomu puste butle do wymiany, także dzisiaj wyjątkowo droga do miasta zamiast godziny zajęła mi dwie godziny. Ale spoko. Było warto. Za miedź dostałem 23 zł, miałem jej niecałe 1,5 kg (1 kg za 19 zł). Za puszki aluminiowe dostałem 21 zł (za 1 kg 4,5 zł). Za złom z mosiądzu dostałem 14 zł (1 kg za 11 zł). Za żelastwo 10 zł (1 kg za 0,70 zł). Podałem kwoty w zaokrągleniu do pełnych złotówek, tak jak je zapamiętałem. Pytali w skupie, czy pokwitowanie potrzebuje, ale po co mi coś takiego. W skupie znaczenie miało nie tylko jaki stop, ale co to jest. Osobna cena za puszki, osobna za jakieś wióry, osobna za profile. W żelastwie podobnie. Inna cena za stal cienką (cokolwiek to nie oznacza), inna za stal grubą...itd... Nie analizowałem szczególnie cennika. Podejrzewam, że cennik się co jakiś czas zmienia. 
Za całość dostałem 68 zł. 
Przy sobie miałem z "wcześniej" 8 zł.
Zaliczki wziąłem 100 zł.
Miałem więc łącznie 176 zł do dyspozycji w dzisiejszym dniu. To poszło na buty 60 zł, butle 42 zł, doładowanie telefonu 10 zł. Zostało mi więc 60 zł (kupiłem jeszcze chleby i czekoladę). Tyle będę mieć na jutrzejsze zakupy. 

Róża ogrodowa - jadalna ale twarda

Jestem właśnie w mieście. Na jednym z "klombów" rośnie sobie jakiś gatunek róży ogrodowej. Wiem, że "owoce" (cudzysłów celowy bo to nie owoce w botanicznym ujęciu) wszystkich róż są zdrowe i zdatne do jedzenia. Te tutaj niestety są twarde i ciężko je jeść... Może za jakiś czasz zmiękną i będą się nadawać do jedzenia. Aczkolwiek zbiory owoców w prawie centrum miasta nie są zbyt rozsądne. Póki co były tak twarde, że nawet jako przegryzka się nie nadawały. 
Posadzona róża, nie znam gatunku
Zdjęcie na zbliżeniu

Glistnik jaskółcze ziele - przykre wspomnienia ale i ostateczne pokonanie kurzajek

To jedna z kolejnych roślin, do których mam sentyment. Niestety nie wgłębiałem się nigdy w jej właściwości lecznicze z uwagi na znane mi możliwe działania toksyczne. Z tą rośliną wiążą się jednak wspomnienia. Gdy byłem dzieckiem, w podstawówce, miałem naprawdę problem z kurzajkami na rękach. Powiem szczerze, że były one powodem licznych moich problemów w wieku szkolnym. Ręce miałem całe w kurzajkach. Różne metody leczenia nie dawały rezultatu. "Koledzy" ze szkoły nie chcieli mi ręki podawać. Byłem traktowany dosłownie jak co najmniej osoba trędowata.. Którego roku notorycznie smarowałem sobie te kurzajki sokiem  z korzenia mniszka i glistnika właśnie. Dopiero to dało ostateczne zwycięstwo nad kurzajkami. W liceum już ich nie miałem. Jak już wspomniałem, nie wgłębiałem się nigdy w szczegóły właściwości leczniczych tej rośliny. Była epizodem w moim życiu jednak.
Tak wygląda ta roślina teraz. W okresie letnim kwitnie na żółto.

Jemioła - fascynuje mnie do dzisiaj

Jest kilkanaście roślin, do których mam szczególny sentyment, które mnie fascynują. Nie wszystkie są wykorzystywane gospodarczo, jako lek lub jako pokarm. Do takich roślin należy bez wątpienia jemioła pospolita. No chociaż w sumie jemioła jest rośliną leczniczą ale zdecydowanie odradzam samodzielne jej pozyskiwanie do celów leczniczych z uwagi na dość duże różnice w zawartości substancji czynnych (m.in. wiscyny) w zależności od środowiska i żywiciela. Jemiołę zatem potraktujmy raczej jako ciekawą roślinę, chyba, że ktoś faktycznie jest znakomitym zielarzem. Ja się za takiego nie uważam, znam tylko nazwijmy to podstawowe gatunki. Jemioła jest w moim mniemaniu fascynująca. 
Jemioła na jarząbie 

poniedziałek, 13 listopada 2017

Zbiory pigwowca

Przez ostatnie dni zbierałem owoce piwowca gdzie się tylko da. Trochę już tego mam, ponad 2 kilogramy. Niestety moja waga nie jest aż taka dokładna, co mi jakoś szczególnie nie przeszkadza. W okolicy już wszystko wyzbierałem. Nie robię z nich żadnych przetworów, za mało mam. Rozcieram sobie do napojów, do herbaty. Jest to dla mnie zamiennik cytryny, aczkolwiek dość trudny w użyciu. Ale mam tu czas na bawienie się ;-). 
Rosnący pigwowiec.
Jego owoce są bardzo bogatym źródłem kwasów organicznych, witaminy C, składników mineralnych i innych związków czynnych biologicznie (np. polifenoli). Osoby bardziej zainteresowane prozdrowotnymi właściwościami owoców tej rośliny odsyłam tutaj.

Wziąłem zaliczkę i sprzedaję zbierany złom

Dzisiaj dzwoniłem do swojego "kierownika". Chciałem spytać, czy byłoby możliwe wzięcie jakiejś zaliczki. W sumie nie liczyłem zbytnio na odpowiedź twierdzącą. No i mnie szef zaskoczył. Otóż nie ma z tym najmniejszego problemu a pobieranie zaliczek przez pracowników to u niego powszechna sprawa. On sam mówił coś  w stylu, że po co ludzie mają brać jakieś chwilówki czy tego typu rzeczy? Jeśli ktoś ma wyrobione godziny to w ich ramach może brać spokojnie zaliczki i on tutaj nie ma nic przeciw. Ma nawet zeszyt w którym osoba biorąca zaliczkę kwituje odbiór pieniążków. Zwykłe zdanie typu "potwierdzam odbiór kwoty,,,data i podpis". Trzeba tylko do niego wcześniej zadzwonić, by on miał pieniądze przy sobie oraz wgląd w godziny wyrobione przez pracownika. Wziąłem 100 zł.
Sprzedałem też złom. przez ostatnie kilka miesięcy zbierałem wszelki złom po drodze, przy okazji. A to puszki, a to jakieś żelastwo a to inne metale kolorowe. Nazbierało się sporo żelastwa, aluminiowych puszek, trochę mosiądzu, miedzi... Po prostu jak gdzieś szedłem i widziałem coś metalowego po drodze to zabierałem. Składowałem przy domu. Kupeczka czekała sobie. Dziś już to spakowałem do transportu i sobie wstępnie posortowałem. Aluminium mam niecałe 5 kg, mosiądzu i miedzy jakieś 3 kg niecałe i kilkanaście kg żelastwa wszelkiego. Jutro pójdę z tym do skupu, przed przyjściem do Caritasu. Ciężkie to razem jest wszystko. Ciekawe ile za to dostanę. 
Jutro kupiłbym sobie buty i inne zakupy zrobił. Ale najpierw buty i wymiana butli gazowych, bo mi się gaz kilka dni temu skończył. Jak mi wystarczy pieniędzy po zakupie butów i wymianie butli zrobie sobie inne zakupy. 

Muszę kupić nowe buty

Moje dotychczasowe obuwie już niestety psuje się coraz bardziej. Podklejam je oczywiście, ale już są w nich popękane podeszwy do tego stopnia, że zwykłe podklejanie to wystarcza na kilka dni. No co tu dużo pisać. Muszę w końcu kupić nowe. Te jeszcze mogłyby się nadawać w teren, ale już do wyjścia na miasto to wyglądają naprawdę paskudnie. Muszę się tylko zorientować ile kosztują nowe. Później będę się zastanawiać skąd wziąć na to pieniądze, bo mój obecny majątek to 8 zł. Wypłata dopiero pod koniec miesiąca a buty trzeba kupić na wczoraj. 
No piękne te buty to nie są...

niedziela, 12 listopada 2017

Fajny obraz znalazłem

Może się to wydać dziwne... A może i nie. Dzisiaj w drodze powrotnej z pracy w markecie znalazłem obraz. Na szczęście jakoś nie był zniszczony. Może komuś przestał się podobać. Fakt. Szczególnie nowiutki nie jest, miejscami przybrudzony i na jakieś normalne mieszkanie zbytnio nie pasować mógł komuś. Z resztą, skąd mi znać motywy wyrzucenia czegoś przez kogoś? Mi się przyda. W sumie przydał. Już go powiesiłem u siebie w domu. I jakoś tak żywiej ta ściana wygląda. No mi się podoba. Jeszcze jakiś religijny obraz by się przydał...Właśnie. Ja tu nawet krzyża nie mam na ścianie żadnego. Muszę to nadrobić. 
Powieszony na ścianie obraz
Aha...Jakiś czas temu znalazłem szafkę kuchenną. Pisałem już o tym.

Błoto na drodze działkowej

Dobra... Ja wiem doskonale, że mieszkam na działkach a nie w brukowanym mieście. Warunki polowe w dużej mierze wiem... Ale jest to dla mnie poważna niedogodność. Chce sobie w czystych butach w świeżych spodniach wyjść do miasta, chociażby tak jak dzisiaj na mszę. Niestety, po ostatnich wykopaliskach związanych z elektryfikacją działek jest tu tak rozgrzebane, że nie idzie wyjść stąd w czystych spodniach i butach. Muszę sobie nogawki dość mocno podwijać. Przed tymi wykopaliskami tak tutaj nie było. Trawnik na dróżce nie brudził tak bardzo. 
Pierwsze błotne przeprawy zaraz po wyjściu z mojej działki.

Już po fasolce

Wczorajsze gradobicie fasolkę ostatecznie dobiło. Dziś zebrałem to co zostało na grządkach. Wiele tego nie było. Do obiadu jednak wystarczy. Rzodkiew się trzyma całkiem nieźle, jarmuż wiadomo żyje i ma się dobrze. I tak dobry wynik. Fasolka szparagowa do końca października / listopada na grządkach to fajna sprawa. 
Dobita fasolka. Oczywiście w pełni jadalna, ale już zebrałem bo już dalej nie ma szans rosnąć.

Zapasowe klucze

Jakiś czas temu zainspirowany wpisem Arkadiusz myślałem, czy warto w moim przypadku mieć jakiś zapasowy komplet kluczy, gdzieś schowany. No miałem komplet w domu. Zastanawiałem się, czy warto jednak mieć jeden komplet na zewnątrz. Doszedłem do wniosku, że to dobre rozwiązanie. Zawsze przecież mogę klucze zgubić. Musiałbym się wtedy do własnego domu włamywać. Nie byłoby to jakoś szczególnie trudne, ale po co niszczyć skoble i częściowo drzwi. Postanowione. Zapasowy komplet kluczy będę mieć w określonym miejscu na zewnątrz.
Zapasowy komplet i metalowa puszka, w której klucze będą

sobota, 11 listopada 2017

Cymbalaria murowa

Prezentują kolejną dziko rosnąca roślinę. I teraz mam wątpliwości...Jadalną czy uznajmy ją jako przyprawową...? Skąd moje wątpliwości? Otóż prawdopodobnie może być lekko toksyczna w większej ilości. Ma smak lekko pikantny, zbliżony do rzeżuchy i pieprzycy siewnej. Nie należy jednak do rodziny kapustnych, chociaż jej smak mógłby to w jakimś stopniu sugerować. Zalicza się ja do babkowatych lub trędownikowatych (zależnie od systemu klasyfikacji). Rośnie na murach, głównie starych, ceglanych. Uznajmy ją jako przyprawę i nie jedzmy w większych ilościach. Malutka garsteczka do sałatki dla poprawy smaku w zupełności wystarczy.
Cymbalaria rosnąca na murach