niedziela, 31 grudnia 2017

Zmiana adresu bloga

Żyje mi się tutaj całkiem dobrze. Czasem bywa trudno, ale jakoś szczególnie ciężko tu nie jest. Zwyczajnie. W standardowych domach ogrzewanie jest jakoś już zautomatyzowane - tutaj muszę się o to postarać. Z resztą wiele osób, które mieszkają na wsi (i nie tylko na wsiach) muszą samodzielnie palić w piecach. Dobra...Do sklepów mam daleko. Ale to żaden survival. Muszę zbierać drewno. Ale czy to jest survival? Mógłbym zwyczajnie kupić. Dobra... Mam mało pieniędzy i muszę je oszczędzać. Ale czy to jest survival? W sumie sam to wybrałem. Dobra... Jadam skromniej. Ale czy to jest survival? Zdecydowanie nie. O... Prądu mam mało. To może to jest survival ;-) ? No bez przesady. Gdybym się postarał miałbym tego prądu więcej. Jednak nie jest to moim priorytetem. Możecie Państwo uznać to za dziwne fanaberie. Ale uznałem, że nazwa survival w adresie zdecydowanie nie pasuje do mojego trybu życia ni charakteru bloga. Mógłbym zwyczajnie zmienić adres na bardziej mi odpowiadający...Mniej mnie drażniący. Ale wtedy wiele Czytelników nie miałoby możliwości korzystania z moich wpisów. Postanowiłem więc założyć nowego bloga. Od nowego roku tam będą lądować wszelkie wpisy. Albo już dzisiaj nawet kilka wstawię ;-). 
Wszystkich Czytelników, Znajomych i Obserwatorów zapraszam do czytania nowego bloga
Tematyka oraz charakter bloga bez zmian. Nadal Będę opisywać swoją codzienność tutaj - czasem mądrości czasem pierdoły ;-) 

sobota, 30 grudnia 2017

Spotkanie z dzikiem

Dzisiaj wcześnie rano mi się wstało. O godzinie 6 już byłem na nogach. Wczoraj wcześnie się położyłem. W nocy wstałem tylko dosłownie na film, przy którym zasnąłem praktycznie. Nawet nie wiem o czym był. Bywa ;-). Skoro świt, czyli teraz o tej porze roku, po godz 7-8 wyszedłem na spacerek. Dłuższy spacerek. Do lasu, po drugiej stronie miasta. No troszkę dalej. Powiedzmy, że ponad dwie godziny w jedną stronę. No może trzy. Cel wędrówki? Po prostu wędrówka. 
Tedy sobie szedłem

piątek, 29 grudnia 2017

Kilka słów o planach zakupów spożywczych suchych

Docelowo chcę kupić dużo zapasów artykułów spożywczych suchych. Podstawą zapasów będą kasze, groch oraz olej. Resztę sobie wyhoduję na działce. Przynajmniej taką mam nadzieję. Nasiona już mam. 
Analizuję  zużycie produktów żywnościowych. Wychodzi na to, że najwięcej z zapasów zużywam kasz wszelkiego typu. Ryżu malutko, raczej mi zbytnio nie smakuje, więc już kupować go nie będę.  Ziemniaków nie liczę, ponieważ ich na zimę kupować nie będę. Zamierzam albo mieć własne albo znowu zbierać za pozwoleniem na polu. Zużycie kaszy (oraz ogólnie artykułów skrobiowych) mogę liczyć mogę liczyć na 0,3 kg dziennie. I ja mam zamiar na rok zrobić sobie zapas. Albo na kilka lat. Beczka kaszy powinna wystarczyć mi naprawdę na długo. Będzie kasza – głodu nie będzie. Będzie groch – będzie białko. Będzie olej – będzie tłuszcz. Resztę wyhoduję lub dozbieram. 
Dostępne kasze.Jęczmienna po 2 zł czyli standardowa cena. Jednak gryczana jakoś tanio, 6,60 zł. Zawsze była droższa

Finanse pod koniec 2017

20 grudnia dostałem wypłatę z marketu. Przeważnie wypłata (podliczenie godzin w sumie) jest w ostatnią sobotę lub niedzielę danego miesiąca. Jednak w grudniu na prośby pracowników koordynator tak zrobił by wypłaty ludzie dostali przed Świętami Bożego Narodzenia. W sumie facet spoko, widzę, że można się z nim dogadywać. Przynajmniej na tyle co go zdążyłem poznać. W markecie podliczyli mi 34,5 godziny (co się w pełni zgadzało z moimi wyliczeniami). Na konto dostałem 362 zł (co też mi się zgadza w miarę na podstawie kalkulatora brutto-netto z internetów). Miałem jeszcze wtedy przy sobie 80 zł. Wypłatę więc zostawiłem w banku w sumie. Pieniądze wtedy przy sobie miałem. 27 i 28 grudnia robiłem na zleceniu na jednej z okolicznych działek. Nie wiedziałem, że moje ogłoszenie jeszcze wisi. Facet jesienią nie miał czasu podziałać na działce i zadzwonił do mnie. Spytał, czy ogłoszenie aktualne. No jak najbardziej. Miał on do skopania całą działkę. Ma wolne między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem, więc dopiero może się za jesienne przekopanie zabrać. Robiliśmy wspólnie. Człowiekowi zależało na czasie, bo bał się, że znowu mróz przyjdzie. W dwa dni się wyrobiliśmy. Wpadło mi 100 zł. Podsumowując. Mam dostępne na dzień dzisiejszy 520 zł. Jeśli do końca roku nie wydam nic, to spokojnie tą kwotę mogę wpisać w saldo początkowe na rok 2018. W styczniu (i być może w lutym) będę więcej pracować w markecie. Sprawa już dogadana. Od stycznia zmieniłem swoją dyspozycyjność – dowolna pora doby w poniedziałki, czwartki, piątki i soboty a w razie potrzeby niedziele. Preferowana pora doby dzień, dowolna zmiana, z chęcią wolnej niedzieli ale to nie jakiś warunek.  Czemu tak sobie zmieniłem? W końcu w styczniu i lutym za wiele tutaj zadań działkowych mieć nie będę. Natomiast zapas pieniędzy przyda mi się na kolejne (być może) lata, lub chociaż rok. Wolę jednak w jeden dwa miesiące porządnie sobie zarobić i mieć zapasik gotówki. Natomiast od marca już skupić się na pracach ogrodniczych i zbieractwie roślin. Prawdopodobnie zostawię sobie dyspozycyjność na każdy miesiąc 2018 roku (jakiś jeden dowolny dzień w tygodniu), głównie po to by mieć składki zdrowotne cały czas opłacane. A są opłacane. Co prawda u lekarza ostatnio byłem w listopadzie jakoś i to tylko by sobie ogólne badania zrobić. Ale chodzę na regularne wizyty do dentysty. To by było na tyle o finansach w tym roku. Od razu zahaczyłem o plan finansowy na 2018. 

Zastanawiam się nad zakupem akumulatora

Zaczynam się poważnie zastanawiać nad wymianą akumulatora samochodowego u mnie. Mój, niby 72 Ah, jest zużyty, netbooka naładuję z niego maks 3 razy. W sumie to po pełnym naładowaniu samego akumulatora, w pełni netbooka naładuję dwa razy”do pełna” a trzeci raz to trochę już tylko i to też nie zawsze. Ewidentnie zużyty. Co się zresztą dziwić. Kupiony za opłatę kaucyjną. Mam trochę pieniędzy przy sobie, zapowiada się też zarobek w styczniu większy (napiszę o tym w osobnym wpisie), w ciągu ostatnich kilku dni też trochę kasy wpadło (też o tym wspomnę w osobnym wpisie)... Na chwilę obecną mam do dyspozycji 520 zł (70 zł przy sobie, 450 zł w banku). Oczywiście nie zamierzam całej tej kasy wydać na sprawy związane z elektryką. O nie, nie, nie. W pierwszej kolejności zakup węgla i może w końcu uda mi się coś w końcu odłożyć. Sprawę zakupu akumulatora jeszcze przemyślę. Skoro do tej pory sobie radziłem to może nic zmieniać nie będę. W końcu prąd to tylko dodatek. No ale przyjemny dodatek. Przemyślę jeszcze sprawę. 
Dostępne w sklepie akumulatory

Stolarzem to ja nigdy nie będę ale stołek działa

Od jakiegoś czasu brakowało mi tutaj zwykłego stołka, taboretu. Nie do siedzenia ale głównie, by na nim stanąć i coś chociażby przy suficie zrobić. Troszkę ważę ;-). Używałem do tego celu głównie wiader plastikowych, ale od czasu, gdy połamałem drugi zacząłem stołu używać. On jeszcze pode mną się nie załamał ;-). W sumie to jego konstrukcja to paleta, więc raczej mocny. Kilka dni temu znalazłem blat z płyty. No gruby dość. Był w sam raz na taboret. Piękny to on nie jest, ale działa. Wysokość w sam raz - 40 cm. Akurat by usiąść i dostać sie do sufitu w razie potrzeby. 
Taboret produkcji własnej - koszt zero złotych. Dobra te kilka gwoździ to jakiś koszt jest...

Jak można się ze mną kontaktować

Przy jednym z ostatnich wpisów jeden z Czytelników spytał o możliwość udostępnienia numeru telefonu. Niestety. Z całym szacunkiem do wszystkich Czytelników, Obserwatorów i Znajomych - nie udostępniam swojego numeru telefonu. Po pierwsze... Bardzo nie lubię rozmawiać przez telefon. Po prostu nie lubię. Rozmowa telefoniczna mnie zwyczajnie męczy. Po drugie...Zwyczajnie prywatność. Po prostu. Można się ze mną skontaktować drogą elektroniczną. To najbardziej wygodna dla mnie forma kontaktu. Staram się odpisywać w miarę niezwłocznie na wiadomości wysłane za pośrednictwem usług faceebooka. Każde zaproszenie do grona Znajomych przyjmuję, można też włączyć obserwowanie mnie. Na maile też odpowiadam, chociaż nie od razu, czasem po kilku dniach. Formy kontaktu:

Facebook (zrzut ekranu widoczny poniżej)

E-mail
dzi.out@wp.pl

Zamieściłem też na swoim blogu formularz kontaktowy. Zdjęcie zrzutu jak to wygląda w widoku bloga w wersji na komputery widoczny obok. 
Tak wygląda mój profil fb (wersja na tel komórkowe)


czwartek, 28 grudnia 2017

Podsumowanie roku 2017

Zbliża się koniec roku. Postanowiłem napisać coś na kształt podsumowania. Wylądowałem tutaj w maju, ale realne wprowadzenie się uznaję na miesiąc lipiec. Powód wyjaśniłem w jednym z poprzednich wpisów. Od lipca więc altanka na działce jest moim domem. Na początku Miałem wiele obaw związanych z przyszłością moją tutaj. Szereg wątpliwości. Czy dam sobie radę zimą? Czy nie zamarznę tutaj? Czy będę miał co jeść? Zapowiadał się niezły survival. Teraz już w mojej ocenie życie tutaj nic z survivalem wspólnego nie ma. Zorganizowałem się tutaj. Z altanki udało mi się, na miarę możliwości, zrobić dom. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że pomimo udogodnień mieszkalnych, jakie tu sobie wprowadziłem, to cały czas mała altanka na działce ROD. Związane jest z tym szereg trudności i niedogodności, o których państwu wspominałem w różnych wpisach.
Zanim przejdę do podsumowań. Sprawdziłem sobie statystki odwiedzin. W sumie nie jestem profesjonalnym blogerem. Nawet nie wiem, czy jestem blogerem ;-). Pojęcia nie mam czt ta ilość odsłon tego bloga to dużo, czy mało. Pokazuję Państwu te statystki. I pragnę Państwu Drodzy Czytelnicy podziękować za zainteresowanie moimi "wypocinami". Cieszę się, ze jesteście ze mną i dziękuję za Waszą obecność. Bez Was Drodzy Czytelnicy ten blog nie miałby sensu i czujcie się Państwo jego integralną częścią. Tak jak ksiażką bez Czytelników jest jedynie papierowym kodeksem, lekcja bez uczniów parodią, tak ten blog bez Was byłby co najwyżej rozbudowaną elektroniczną notatką. Bardzo Wam dziękuję za zainteresowanie, za komentarze, za wszelkie porady zarówno na łamach tego bloga jak i na moim profilu na face booku oraz przy okazji prywatnych rozmów.
Statystka odwiedzin z dnia 29 grudnia 2017 roku, godzina 2.15 w nocy.

wtorek, 26 grudnia 2017

O końcoworocznej inwentaryzacji

Pod koniec roku zrobię sobie porządną inwentaryzację wszystkiego. Już o tym wspominałem w którymś wpisów. Troszkę się do niej przygotowuję już. Robię sobie notatki, powoli spisuję artykuły, których nie zużywam teraz. Nie wiem jeszcze czy inwentaryzację wykonam w tabelce komputerowej czy w formie długiej notatki. Wyniki wepnę sobie do kalendarza na 2018 rok. Co zinwentaryzuję? Prawie wszystko. 

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Jak się tu znalazłem czyli kilka słów o przeszłości

Przy jednym z ostatnich wpisów jeden z Czytelników spytał o przeszłość... Jeszcze jakiś czas temu nie chciałem ujawniać takich informacji. Zdecydowałem jednak odsłonić się trochę. 
Pytanie Czytelnika Michała

Święta spędziłem tutaj

Święta spędza się z rodziną. Można powiedzieć, że już się pogodziłem z ich odejściem do Domu Ojca. Cóż...Do zobaczenia kiedyś. Poczekają jeszcze...
Miejsce tymczasowego spoczynku mojej rodziny

Zagadkowy nieczynny cmentarz

Z nudów zastanawiam się czasem nad różnymi miejscami w swojej okolicy. W jednym z lasów przy wiosce pod miastem jest taki oto nieczynny cmentarz. Połaziłem sobie w jego okolicy, oczywiście z uszanowaniem miejsca. Trochę się za ludźmi tam spoczywającymi pomodliłem.
Tabliczka informująca o miejscu

Dłuższy spacerek i taka tam sobie galeria

Dzisiaj sobie dość długi spacer zrobiłem po lesie. Niestety do lasu mam daleko dość, ponad dwie godziny drogi, już kilometrach nie patrzę. Tak by się na spacer wybrać, nie ma problemu. Jednak by na jakieś zbiory pójść, no to lekki problem. Chyba czas najwyższy w jakiś porządniejszy wózeczek zainwestować lub zrobić. Ale spacerek w sam raz. Rano sobie wyszedłem, prowiancik i napój wziąłem.
Idę więc...

niedziela, 24 grudnia 2017

W taki paletopojemnik sobie bym chętnie zainwestował

Podczas obchodów działek spotykam dość często u sąsiadów działkowiczów takie paletopejmniki na płyny. Swego czasu zastanawiałem się, czy im w tym woda wytrzymuje, znaczy czy pojemnik nie pęka od zamarzającej wody. Jednak widzę, że na zimę ludzie w tym normalnie wodę trzymają, więc zapewne zdaje to egzamin. Co prawda wody do picia chyba bym w tym nie przechowywał, ale nawet zapas wody użytkowej przyda się. A swoją drogą...Zadbana ta działka. 
Paletopojemnik z wodą na jednej z działek

Może niepotrzebnie się z z anteną ukrywam

Swoją antenę zewnątrzną chowam normalnie razem z masztem do domu. Tak by ludziom nie pokazywać, że tutaj jest jakaś elektronika. Po co kusić złodzieja. Poza tym unikam pokazywania śladów swojej obecności tutaj...Jednak, może niepotrzebnie tak bardzo się szczypię z tym. W pobliżu jest działkowicz, który normalnie antenę ma na zewnątrz, nie chowa jej jakoś, nie kombinuje...Dosłownie wczoraj zwróciłem na to uwagę. 
Jedna z działek z widoczną dalej anteną..

Radosnych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia pragnę złożyć wszystkim Czytelnikom, Obserwatorom oraz Znajomym najserdeczniejsze życzenia. Zdrowych, pogodnych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia. W Nowym Roku wszelkiej pomyślności, spełnienia Waszych planów i pomyślnej realizacji wszelkich planów oraz postanowień. Niech Was wszystkich Bóg błogosławi, jakkolwiek Go pojmujecie i jakakolwiek relacja z Nim Was łączy. Niech atmosfera świątecznego stołu wigilijnego towarzyszy Wam i Waszym rodzinom każdego dnia. Osobom innej wiary życzę także błogosławieństwa i dobra, gdyż wszelkie dobro od Boga pochodzi. Wszystkiego najlepszego.

sobota, 23 grudnia 2017

Odwilż odsłoniła seler i błoto znowu na drodze

Od kilku dni jest odwilż...Niestety. Już się do zimy przyzwyczaiłem a tu niestety odwilż. Czemu piszę niestety o tym za chwilkę. Najpierw napiszę o dobrych rzeczach. Seler na grządkach wygląda teraz dość ładnie.
Mój seler, sypnięte wapno się wchłonęło, prawie go nie widać

Podoba mi się ten domek na drzewie

Dzisiaj podczas obchodu działek zwróciłem uwagę na fajną koncepcję - domku na drzewie. O ile wiadomo użytkownikowi tej działki służy raczej do zabawy...no może raczej dla jego dzieci. O tyle ja bym widział jego praktyczne zastosowanie, jako element spiżarki. Dobra... Po prostu spodobał mi się ten domek.
No podoba mi się ten domek i już ;-) 

Fasolka (chyba) po bretońsku

Jakiś tydzień temu robiłem sobie fasolkę po bretońsku. Chyba po bretońsku ;-). W każdym razie to moja wersja przepisu. Wyszło łącznie tego 10 słoików 0,6 litrowych. Mięsko kupiłem w promocji w Biedronce. 
Widoczne składniki

Ja śmieci pozbierałem - teraz kolej na zakład

Na początku grudnia wspominałem o wszechobecnych śmieciach w okolicy. Pozbierałem sporo. Wydałem ciut kasy na worki na śmieci, pozbierałem. Porobiłem zdjęcia zaśmieconych okolic, pozbierałem te śmieci. Wysłałem  maila do zakładu sprzątającego, coby nie było, że ja na dziko pozostawiam śmieci. Worki pozostawiłem w widocznych, łatwych do zlokalizowania miejscach. I co...Worki sobie czekają. Dobra. Ja swoje zrobiłem. Może na wiosnę zabiorą. Cóż... Ja swój plan zrobiłem. Pole w miarę posprzątane. Jakąś formę satysfakcji mam.
Jeden  z pozostawionych worków

Te jabłonie przytnę w okolicy

Wspominałem już, że zajmę się przycinaniem drzewek owocowych w ramach partyzanckiego ogrodnictwa. Już mam wybrane drzewka i plan ich przycięcia. Czekam teraz w sumie tylko na mróz, bo znowu jest odwilż. Jabłoni trochę w okolicy jest, warto się nimi zająć. Nawet jeśli ja nie skorzystam, to ktoś skorzysta. Nie jestem jakoś zachłanny. A będę mieć zajęcie. Zajmę się tym po świętach. Już sekatory sobie ostrzę. Zdjęcia sprzed kilku dni.
Pierwsza kandydatka do strzyżenia

piątek, 22 grudnia 2017

Wodę transportuję w plecaku

Ostatnio staram się prawie codziennie przynosić wodę do domu. Nie napełniam butelek ale kupuję nowe. Niewielki koszt a docelowo w takich właśnie butelkach będę zapas wody przechowywać. Doświadczenie pokazało, że nie muszę robić sobie zapasu wody na całą zimę, co byłoby z resztą bardzo trudne do wykonania, jeśli nie niemożliwe. Pół roku należy liczyć jako brak dostaw wody. Od połowy października do maja. No 6-7 miesięcy. 6 miesięcy razy 30 dni daje mi 180 dni. Wody pitnej zużywam średnio 5 litrów dziennie, no jedna butelka dziennie. Więc zapas na ten czas musiałby wynieść 180 butelek. Słabo wykonalne. Uznam jednak, że kilkadziesiąt butelek jest dość dobrym zabezpieczeniem. Z beczek na wodę nie rezygnuję, ale już nie będę ich przechowywać w domu ale w przedsionku. Na razie codziennie praktycznie wychodzę kupić dwie butle wody, czasem robię dwa kursy, wtedy do domu dochodzą 4 butle. Kilka butelek mam na zewnątrz. Poczekam na mrozy. Chcę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wodę w tych butelkach można przechowywać na zewnątrz, czy mróz im nie zaszkodzi. Przechowywałbym wtedy na zewnątrz, pod jakaś plandeką, by światło dostępu nie miało do tego. 
Mój plecak
A w nim mieszczą się dwie butle

Woda w beczce mi się zepsuła

Już o tym przy okazji któregoś wpisu wspominałem. Jedna z beczek na wodę zniszczyła mi się i woda z niej już się do picia nie nadawała. Jakoś od połowy listopada miała dziwny "plastikowy" aromat. Na początku się tym nie przejąłem, myślałem, że jestem nadwrażliwy. Okazało się, że nie. Ze mną wszystko w porządku, z wodą ewidentnie coś nie tak. Do picia się nie nadawała. Zdziwiłem się bardzo, w końcu teoretycznie beczka była przeznaczona do spożywki. Czemu nie zdała egzaminu. Odpowiedź jest w sumie na zdjęciu.
Nie przemyślane położenie beczki to się stopiła trochę, co widać doskonale na zdjęciu
Beczka jest stanowczo za blisko pieca. Gdy beczka była pełna, to znajdująca się w niej woda chłodziła ją jako całość i plastik się nie topił. Gdy już jednak i w piecu bardziej zacząłem palić i z samej beczki w ody ubyło topienie się plastiku a tym samym puszczanie trucizny do wody poszło pełną parą. Efekt? Macerat z plastiku. Z jednej strony dobrze. Ucieszyłem się, że to nie efekt i wina samego plastiku. Z drugiej strony - szkoda beczki. No trudno. Będzie na artykuły spożywcze sypkie. Na szczęście dwie beczki mam jeszcze w przedsionku. Z wodą w tamtych beczkach wszystko w porządku, nic się nie dzieje. Ale i tak przy dowolnej okazji kupuję wodę w 5 litrowych butlach. A takich butlach będę ją chciał docelowo przechowywać. Teraz więc sobie te butle już gromadzę. Na raz bez problemu transportuję dwie butle, w plecaku. 

czwartek, 21 grudnia 2017

Nawet tutaj fajnie się mieszka

Pomimo różnych niedogodności, o których wspominam, przyznam, że mieszka się tutaj całkiem dobrze. Chyba po prostu już się przyzwyczaiłem do warunków tutaj. Mieszkanko ciasne ale i do tego się przyzwyczaiłem. W sumie chętnie bym zmienił adres bloga, bo teraz słowo "survival" zupełnie do tych warunków w mojej ocenie nie pasuje. Nie zrobię tego tylko z uwagi na świadomość, że spowodowałoby to niepotrzebne zamieszanie a widzę, że wiele Czytelników śledzi bloga. Prawdopodobnie założę w nowym roku kolejnego bloga, by w jego nazwie odciąć się od słowa survival. Wiem, że to modne słowo, ale zupełnie do warunków tutaj nie pasuje. 
Jest tu ciepło, nie marznę. Mam co jeść. Sprawę wody jakoś ogarniam. Sprawę prądu także ogarniam. 
Wnętrze...

O prądzie kilka danych

W związku z pytaniami Czytelników i Znajomych związanych z nazwijmy to skutecznością mojej instalacji, postanowiłem napisać kilka słów jak to u mnie  z tym prądem jest. Od razu zastrzegam. Elektryk ze mnie żaden - kwestie elektryczne to ewidentnie nie moja działka. Podane tutaj "dane" mają wyłącznie charakter empiryczny. Nie robiłem tu żadnych pomiarów. Po pierwsze nie mam do tego narzędzi. Po drugie nie będę inwestować w urządzenia coś tam mierzące, gdy się na tym zupełnie nie znam. Elektryków proszę o wyrozumiałość ;-) . Zakładam, że mylę pewnie parametry lub używam ich w niewłaściwej formie. Sorki - nie znam się ;-) . 

Kilka słów u zużyciu opału teraz

W sumie wypadałoby opisać co nieco na temat mojego palenia w piecu. Jeden z Czytelników sądzi, że dużo tutaj opału schodzi. Może dużo, może mało. Czas na przedstawienie danych. O swoich warunkach techniczno mieszkalnych już pisałem. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło, trochę przybyło wyposażenia domowego ale pod względem technicznym i funkcjonalnym niewiele się zmieniło. Do napisanie tego wpisu przyczyniły się właśnie komentarze Czytelnika przy wpisie o inwentaryzacji podpisującego się jako Dąb. Pozwolę sobie je tutaj przytoczyć. 
Pierwsza część dyskusji
Druga część dyskusji

W sumie to antenę zewnętrzną stawia się chwila moment

Na początku postawienie masztu antenowego trwało kilka minut Teraz całość zajmuje mi może minutę dwie. Kierunek mam ustalony. Wszystko poustawiane. W sumie trwa to prawie tyle co nałożenie butów ;-). No ze stoperem to nie mierzyłem ale te czasy są porównywalne z sobą. 
Masztu nawet jakoś specjalnie w ziemię nie wbijam, no zwłaszcza teraz

środa, 20 grudnia 2017

Zagajnik w okolicy i jego tajemnica

W lasku przy moich działkach, blisko mojego poletka malin są jakieś pozostałości zabudowań. Co jakiś czas tam sobie wchodzę i się tak zastanawiam, co tu kiedyś było Widać wyraźne pozostałości fundamentów jakiś. 
Wejście do tajemniczego zagajnika
Stara już jabłoń, która jeszcze w listopadzie miała jakieś owoce

Coraz zimniej i kolejna galeria zdjęć okolic

Na zewnątrz już coraz zimniej. I chociaż ze wskazań termometru to nie wynika, naprawdę czuć wyraźną różnicę między temperaturą teraz a powiedzmy jakiś tydzień temu. Po prostu jest zimno i po powrocie do domu naprawdę muszę najpierw się porządnie rozgrzać. Zwłaszcza gdy w nocy wracam. Na szczęście opał jest i w nocy nie marznę. Całkiem znośnie się tu żyję. Na zewnątrz dalej ładnie. 
Mgła także nadaje z rana klimatu

Warzywka spod śniegu

Pod śniegiem mam jeszcze troszkę warzyw. Podjadam codziennie trochę. Jarmużu podbieram po kilka listków, rzodkwi podobnie... Zjadam na surowo, w formie przekąski po prostu. Por sobie zostawiam. Nać selera ląduje do zupy albo jako dodatek do ziemniaków.
Seler po odgarnięciu śniegu
Jarmuż w zimowej okrywie

Test szynki z Biedronki i lampka olejowa

Kilka dni temu kupiłem na próbę mała konserwę mięsną w Biedronce. Dzisiaj sobie jedną spróbowałem. Nawet smaczna. Co prawda moje bigosy i fasolki są smaczniejsze. Ale czasem być może będę chciał mały kawałek mięsa do chleba na śniadanie lub kolację. Koszt jednej konserwy to 1,50 zł, czyli na jedną porcję w sam raz. 
Dzisiejsza kolacja

Komin wymieniłem

Dzisiaj podczas palenia w piecu zauważyłem, że podczas podkładania do pieca oraz ogólnie otwierania drzwiczek pieca dym wchodzi mi do domu. Obejrzałem komin. No i już się nadawał do wymiany, przy łączeniu już się zupełnie rozsypywał. Nie widziałem tego wcześniej, ponieważ śnieg z rana przykrywał przewód kominowy.
Rurę oraz kolanko już miałem kupione, czekały tylko na wymianę.
No wymiana konieczna - czas najwyższy.

Żurku porządnego mi się zachciało

W poniedziałek ugotowałem sobie żurek. Dumnie nazwać...Po prostu ziemniaki z przyprawami, tłuszczem i żurem takim z butelki. Ta prosta zupa chodziła za mną od kilku dni. Gdy w poniedziałek kupiłem w końcu dwie butelki żuru to ugotowałem sobie garniec. 7 litrów zupy. Zeszło w jeden dzień. Nie nie miałem gości ;-). Smakowało mi to jak najlepszy rarytas. Wczoraj przy okazji powrotu do domu z Caritasu kupiłem mąki żytniej. W końcu przypomniało mi się, że ja kiedyś sam sobie kisiłem mąki na żury wszelkiej maści, czemu miałbym do tego nie wrócić?
O ile mąk pszennych w sklepie jest sporo róznych

wtorek, 19 grudnia 2017

Kombinuję z anteną

Ostatnio przy okazji zakupu latarek kupiłem trochę przewodu. Akurat te 2 metry kosztowały mnie 7 zł. Przewód był 4 żyłowy, więc miałem materiał na kombinowanie z anteną. 
Ten czarny w sam raz

Latarkowy zawrót głowy w markecie budowlanym

W ostatnich dniach często odwiedzaliśmy jeden z marketów budowlanych z racji remontu o którym wspominałem. No podczas tych odwiedzin skupiony byłem bardziej na materiałach potrzebnych do remontu a nie na samodzielnym łazikowaniu po sklepie. Ale wiadomo zahaczało się o inne działy przy okazji. Na jednym z działów - latarkowy zawrót głowy. Latarki jakieś mam. 
Rożne mniejsze latarki robocze oraz jedna z nich to latarka na korbkę

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Głogi mam blisko - nie muszę dosadzać - chyba...

Po opublikowaniu wpisu o ostatniej wycieczce w terenie, jeden z Czytelników doradzał posadzenie głogów blisko swojej okolicy, w ramach akcji partyzanckiego ogrodnictwa. No chyba o to Czytelnikowi chodziło... Zastanawiałem się trochę nad tym. 
Komentarz Czytelnika z moją odpowiedzią
Trochę się nad tymi głogami zastanawiałem. Na razie jednak raczej nie byłbym skłonny na ich sadzenie. Tak jak odpowiedziałem Czytelnikowi - głogów trochę tutaj w okolicy jest i jeszcze wszystkich nie wyjadłem. 

Stół sobie polepszyłem

Mój dotychczasowy stół...No działać działał, ale piękny to nie był. Wiadomo, gdy był obłożony "obrusem" to zbytnio to nie przeszkadzało. Nie zwracałem więc na niego szczególnej uwagi. Jednak gdy się tu mieszka to po pewnym czasie dąży się do tego by sprzęty tutaj były nie tylko funkcjonalne ale i w miarę estetyczne. 
Tak wyglądał stół. Na zdjęciu aż tak tego nie widać, ale naprawdę był obskurny.
Przypomniało mi się, że przecież mam 3 sztuki paneli podłogowych znalezionych ponad dwa tygodnie temu. Przyniosłem je sobie do domu i szczerze przyznając, zupełnie o nich zapomniałem. Postanowiłem ich użyć do obicia stołu. Od razu stał się większy - o długość paneli i trochę na szerokości zyskał.

niedziela, 17 grudnia 2017

Wyrzucona wielodoniczka się przyda

Już pewnie Państwo zorientowali się, że drażni mnie wyrzucanie przez ludzie śmieci, gdzie popadnie. Tutaj ktoś wyrzucił wielodoniczkę. Co drażni szczególnie? Dosłownie parę kroków dalej jest pojemnik na śmieci. Dosłownie po drugiej stronie ławki. Jest tutaj przystanek autobusowy, przy nim ławka, przy ławce normalny pojemnik na śmieci. Ale nie. Przecież można rzucić byle jak, byle gdzie, jakby na złość.  No drażni mnie to zwyczajnie. Wielodoniczkę wziąłem do domu - na wiosnę się przyda. 
Porzucona wielodoniczka

Pod świerkami mam jeszcze dostępnego mniszka na sałatki

Świeża zieleninka jest teraz dla mnie towarem deficytowym. Pomimo tego, że mam u siebie przy domu na działce trochę roślin zimotrwałych, to staram się wykorzystywać okazję do zbioru czegokolwiek jadalnego zielonego w terenie - zwłaszcza teraz. 
Pod tymi świerkami jeszcze da się coś zebrać

Kilka sosenek w pobliżu chyba mi wystarczy

Podczas jednej z ostatnich wycieczek natrafiłem na samosiejki sosny. Wspominałem, że zastanawiam się, czy nie wziąć i posadzić w swojej okolicy kilka sosenek właśnie. Jednak kilka sporych sosenek tutaj jest. One mi chyba wystarczą. 
Jedna z sosen

Malinowisko w śniegu

Po gałązki malin co kilka dni cały czas wychodzę. Jeszcze mi się ten napój nie znudził. Smakuje mi bardzo. Oczywiście śnieg na pędach nie przeszkadza mi w zbiorach w najmniejszym stopniu. Nawet ładnie to teraz wygląda.
Zaśnieżone malinowisko

Na szczęście drogi i chodniki tutaj odśnieżają

Przed nadejściem zimy troszkę obawiałem się, czy tutaj po obfitszych opadach śniegu chodniki będą do przejścia. Jak na razie obfitych opadów śniegu jeszcze tutaj w tym roku nie było. Jednak, co mnie bardzo cieszy - chodniki są odśnieżane na bieżąco. Co oczywiście jest dla mnie bardzo istotne.
Chodnik i droga dla rowerów - bez problemu się idzie

sobota, 16 grudnia 2017

Inwentaryzacja w połowie grudnia

Standardowo, co dwa tygodnie, prezentuję wyniki inwentaryzacji. Pod koniec roku zrobię sobie bardzo gruntowną inwentaryzację wszystkiego. Dosłownie wszystkiego, od zapałek, przez ubrania po żywność. Będę mieć przy tym ciut zajęcia, ale da to wgląd w potrzebę wydatków. Ale to za dwa tygodnia ta akcja.
Arkusz kontroli zapasów

Kupiony kalendarz oraz ustalona dokumentacja domowa

Kilka dni temu kupiłem sobie kalendarz książkowy na rok 2018. Przyda się. W sumie to uznałem, że jest mi potrzebny zwyczajnie. W kalendarzu mam już wpięte potrzebne mi tabeleczki. 
Po lewej dotychczasowy zeszyt służący mi jako notatnik, kalendarz. Po prawej nowy kalendarz

piątek, 15 grudnia 2017

Taka tam wycieczka w terenie

W ten piątek jakoś wcześnie mi się wstało. Nie chciało mi się siedzieć w domu, na pomoc w remoncie umówiony byłem na popołudnie. Wyszedłem sobie rano i postanowiłem się zwyczajnie przejść, zbadać teren po jednej ze stron obrzeży miasta. Ot tak bez celu. 
Tu sobie połaziłem

czwartek, 14 grudnia 2017

Różne aktualności z pierwszej połowy grudnia

Wpis taki bardziej organizacyjno - notatkowy, kilka wątków. 
Gdy byliśmy z dziećmi z Caritasu w fabryce bombek, o której wspominałem, wywiązała się rozmowa z jednym z współopiekunów. Facet robi (z perspektywy dnia dzisiejszego robił) remont. Odnowienie dwóch pomieszczeń. Zaoferowałem pomoc. Bardzo się ucieszył, ale stwierdził, że go nie stać na ekipę. W rozmowie wyszło, że ja nie jestem żadna ekipa, żaden fachowiec. On w sumie też nie. Robi remont z pomocą stryja Google ;-). Człowiek ten do bogatych nie należy, na materiały zbierał kilka miesięcy i stara się robić sam. Bo go nie stać na ekipę. Widzę ile on w Caritasie działa, pomimo pracy zawodowej, rodziny i trójki dzieci. Takim ludziom trzeba pomagać. Stwierdziłem, że ja mu pomogę w remoncie a on (bo nie chciał za darmo naprawdę) odpali co łaska, byle nie za dużo. Za friko nie chciał. Wspominał ile by ekipa wzięła i to po znajomości. Ja mu na to by odjął jedno zero i działamy. Po kilku dniach dał 150 zł, stwierdzając, że po wypłacie doda jeszcze. Ja na to - że jesteśmy rozliczeni. Od poprzedniego tygodnia działamy u niego. No przyznam, że gość fajnie sobie pokombinował. Ma mieszkanie dwupokojowe. Jeden pokój średni, drugi dość duży. Chciał jeden pokój przedzielić, by dla dzieci były w miarę osobne. To zrobiliśmy ściankę działową. Stelaż drewniany plus płyty OSB na to tapeta. Nawet nam to dość fajnie wyszło. 
Tyle mogę pokazać. Nowa ścianka, tapeta już jest, między ścianą a sufitem trzeba tylko zaszpachlować i malowanie ponowne

środa, 13 grudnia 2017

Ziemniaki z kiszoną kapustą i okrasą

Jedno z ciekawszych dań, typu stare receptury. Proste, w sam raz na warunki tutaj. To danie to też dobra okazja na spożytkowania pozostałych kawałków mięsa.
Składniki potrawy

Kierunek anteny sprawdzony

Już mam dokładny kierunek anteny sprawdzony. Na razie nie kupuję żadnej wewnętrznej ani żadnej też nie robię. Ta tutaj się sprawdza idealnie. Kierunek sprawdzony, łapię czysto wiele kanałów. Kierunek - na altankę Pana Henryka ;-) . Ja wiem o co chodzi ;-). Antenę na maszcie wkładam po zmroku, zdejmuję albo w nocy po zakończeniu oglądania, albo rano po wstaniu. 
Antena